sobota, 24 stycznia 2015

"Dworek Longbourn", czyli jak uprzedzić do "Dumy i uprzedzenia"

Na samym początku zaznaczmy: powieść Jo Baker będzie czytelna dla tych, którzy Dumę i uprzedzenie znają - jeśli nie z książki, to choćby z adaptacji filmowej. Dworek Longbourn, chociaż opiera się na fabule najsłynniejszej powieści Jane Austen, to tej fabuły nie streszcza, ani nie przybliża. Spotkamy tutaj co prawda Jane i Elisabeth, ale o wiele więcej uwagi poświęca się Wickhamowi czy pastorowi Collinsowi.
Drogi Czytelniku! Jeżeli jesteś przywiązany do bohaterów Dumy i uprzedzenia, jeżeli dostrzegasz w powieściach Austen coś więcej, niż wątki romansowe i cenisz sobie ironię i zdolność obserwacji pisarki, to nie sięgaj po Dworek. Baker bowiem sprowadza Dumę do poziomu powieści dla pensjonarek. 
Bennetów obserwujemy oczami tych, którzy u Austen przemykają niezauważeni gdzieś w tle. To służba. Z ich perspektywy, zwłaszcza zaś siedemnastoletniej Sary, świat państwa jest kompletnie niezrozumiały. Młodziutka służąca nieraz zastanawia się, jak to jest mieć wypielęgnowane dłonie, nosić kilka sukien dziennie, a za ciężką pracę uważać wyszywanie i granie na klawikordzie. Nie uchodzi jej uwagi, jak bardzo świat wyższych sfer tkwi w konwenansach i regułach wiktoriańskiej moralności. Widzi, jak Jane cierpi, nie mogąc pierwsza odsłonić się z uczuciem do pana Bingleya. 
Służący bowiem widzą najwięcej. Cisi i niezauważani, towarzyszą swoim pracodawcom w niemal każdym momencie życia. Pani Hill, zarządzająca majątkiem Bennetów, przybyła do Longbourn jako młodziutka dziewczyna - jeszcze zanim pan Bennet poślubił pannę Gardiner. Córki Bennetów traktuje więc niemal jak swoje własne, zna je bardzo dobrze. Podobnie jak panią Bennet, której bywa czasem powierniczką.Czasem można odnieść wrażenie, że cieszy się większymi od żony względami pana Benneta.
Najmocniejszą, o ile nie jedyną dobrą stroną tej powieści, jest właśnie ukazanie życia, zwyczajów i znaczenia służby w zamożnej angielskiej rodzinie. Czy jako czytelnicy Austen zdawaliśmy sobie sprawę, jaki popłoch mógł wywołać niezapowiedziany przyjazd gości? Albo przybycie pana Collinsa, którego trzeba obsłużyć na najwyższym poziomie, by po odziedziczeniu majątku, nie pozbył się ludzi zajmujących się dworkiem? Prawo majoratu miało wpływ nie tylko na rodzinę, w której nie było męskiego potomka, odbijało się także na tych, o których piszący prawa zdawali się nie pamiętać.



Gdyby cała powieść oparta została o postaci służących i skupiała się na ich losach - byłaby może niezłą książką. Niestety, Baker ingeruje w rodzinę Bennetów, dopisując im historie, które - mam wrażenie - nie do końca spodobałyby się autorce Dumy i uprzedzenia. Pan Bennet skrywa pewną tajemnicę, która - zważywszy na to, że w pierwowzorze ten ziemianin jest inteligentną, wykształconą  i bardzo prawą osobą - jest nielogiczna. Nie tylko on zostaje swoiście zinterpretowany. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Baker sympatyzuje z panem Collinsem i Mary - wysuwa tezę, że trzecia córka Bennetów obdarzyła afektem pastora, i była zrozpaczona, gdy ten oświadczył się Elisabeth. Jednak ta sugestia nie jest tak uderzająca, jak obdarzenie przeszłością pana Benneta, i obie byłyby być może przekonujące, gdyby wykonanie było lepsze.
Świat Sary zmienia się, gdy Bennetowie zatrudniają nowego lokaja, Jamesa, który również ma swoją przeszłość, co dziewczyna zdaje się wyczuwać i co wzbudza jej niepokój. James stopniowo budzi w Sarze kobietę. I tu pojawia się zasadniczy problem - im bardziej zacieśniają się relacje Sary i Jamesa, tym bardziej język powieści staje się zwulgaryzowany, a styl coraz bardziej niechlujny. Rozterki Sary przypominają rozterki heroin tandetnych romansów, cały wątek zaś rozwija się w sposób przewidywalny. Niewiele jest w nim świeżości, perypetie są kontaminacją wątków znanych z literatury nie najwyższych lotów. Postać Jamesa wprowadza  - obecną w bardzo śladowych ilościach u Austen - hiszpańską wojnę Anglii z Napoleonem, ale i ten wątek przedstawiony jest tendencyjnie, a losy Jamesa na wojnie zamiast poruszać - nużą. Mamy tu rozpustnych przełożonych, niezłomnego bohatera z silnym morale, cudowne uratowanie konającego przez samotną kobietę, niesłuszne oskarżenie o dezercję itd. Brzmi znajomo? Autorka nie udźwignęła tematu, do którego zresztą w żaden sposób nie przygotowuje czytelnika, większość akcji osadzając w ziemiańskim dworku, w którym największym zmartwieniem panien jest dobór odpowiedniej sukni do obiadu, a wojna przejawia się w tym, że w okolicy pojawia się wojsko, a z nim oficerowie skłonni do flirtów.
Sprowadzenie Dumy i uprzedzenia do poziomu powieści pensjonarskiej nie byłoby może tak bolesne gdyby nie fakt, że sama Jane Austen walczyła z tandetnymi czytadłami dla panienek z dobrych domów. Opactwo Northanger to przecież nic innego, jak ironizująca odpowiedź na święcącą w epoce wiktoriańskiej triumfy powieść gotycką. W Mansfield Park autorka również ostrzega przed zgubnymi skutkami niewłaściwych lektur. Austen z resztą traktuje literaturę bardzo poważnie - jej pozytywni bohaterowie nie stronią od książek, a w lekturach znajdują ukojenie i odprężenie.

Na odbiór książki wpływają także liczne wpadki stylistyczne czy składniowe:

W kuchni panował gorąc (...)
(...)patrząc w górę na panią Hill: silną kobietę w czystym fartuchu, białym czepku i z ogromną kuchnią(...),
Do października piątka żołnierzy razem z czterema końmi(...)
 W tym wypadku zapewne zawinili wydawca i korektor; być może dla kogoś takie błędy nie mają znaczenia, ale ja wymagam od książek wydawanych w języku polskim, by ich edycja była jak najlepsza. 


Zażenowana Dworkiem Longbourn oddalam się zapomnieć o tej książce oglądając - po raz kolejny - jedyną słuszną adaptację Dumy i uprzedzenia. Tak, tę z Colinem Firthem w roli pana Darcy'ego.

Jo Baker, Dworek Longbourn                                     
Wydawnictwo Czwarta Strona,
Wydanie Elektroniczne 2014.

12 komentarzy:

  1. Nie kusi mnie Austen, więc za tę książkę nie chwycę, ale jeśli już, to za oryginał, a nie popłuczyny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ niech Cię skusi! To świetna pisarka jest! ;)

      Usuń
  2. Słyszałam o tej książce, ale kocham Dumę i uprzedzenie, więc trzymałam się od niej z daleka, bo spodziewałam się krytycznego nastawienia do fabuły Austen przy jednoczesnym wyzyskiwaniu jej - to się nazywa mieć tupet ;) Po twojej recenzji widzę, że słusznie zrobiłam. Jo Baker najwyraźniej próbuje z jednej strony wykorzystać zamiłowanie rzeszy czytelników do świata Austen, a z drugiej - rodzącą się świadomość życia niższych warstw, rozbudzona przez takie Dawnton Abbey na przykład. Nie lubię żerowania na cudzych pomysłach, ale to dobre pomysły, więc trochę kusi ;)
    A tą Mary zapatrzoną w pana Collinsa kupuję, gdzieś tam były (ale chyba w filmie, nie w książce, choć nie pamiętam, w którym) takie sugestie, że ona jako jedyna słucha jego kazań i szuka towarzystwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie mistrzostwem w ukazaniu służby angielskiej jest film Altmana "Gosford Park". Ale być może dlatego, że nie oglądałam osławionego Dawnton Abbey ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Koniecznie muszę przeczytać "Dumę i uprzedzenie", gdyż intryguje mnie twórczość Austen. Z kolei nad "Dworkiem Longbourn" muszę się dobrze zastanowić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Duma i uprzedzenie" to taka książka, która - jeśli Cię zachwyci - to zostanie z Tobą na całe życie :). Ja wracam do prozy Austen co jakiś czas, ciągle odnajdując w niej coś nowego. Jednocześnie wciąż zachwyca kreacja bohaterów i ironiczne podejście do opisywanej przez Austen sfery, z której autorka przecież się wywodzi :).

      Usuń
  5. A ja się dwa dni temu zastanawiałam czy może jednak nie kupić tej książki... Widzę, że jako miłośniczka prozy Austen nie miałabym tu czego szukać. Nie podoba mi się takie dopisywanie historii znanym już bohaterom, szczególnie jeśli chodzi o pana Benneta. I uważam, że nawet taka "wariacja" na temat powinna trzymać poziom;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdecydowanie, jak już się siłować z tak dobrą literaturą, to na jej poziomie :). Inaczej wychodzi profanacja.
    Zastanawia mnie, że tak mało jest krytycznych głosów wobec tej książki, czytelnicy raczej ją chwalą. A dla mnie "Dworek" jest naprawdę bardzo miałką powieścią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, też do tej pory spotykałam się raczej z pochlebnymi recenzjami tej książki... Nie wiem, może ci czytelnicy nie byli tak wymagający? Albo dawno już nie czytali "Dumy i uprzedzenia"?;)

      Usuń
  7. Lepiej sobie przeczytać "Dumę" po raz kolejny niż sięgać po "Dworek.." ;). Szkoda, że mnie nikt nie uprzedził..;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie byłam zawiedziona "Dworkiem..." aż tak bardzo jak Ty. Owszem, masz świętą rację, gdy piszesz, że w pewnym momencie Baker zboczyła w stronę powieści dla pensjonarek (które, swoją drogą, bardzo lubię - te dobrze napisane oczywiście - i nie do końca zgadzam się z wrzuceniem ich do jednego worka z tandetnymi gotyckimi romansami, które Austen wyśmiewa w "Opactwie...") - ani dobrej, ani złej, leżącej sobie pośrodku. Zdecydowanie przesadziła z dramatyzmem, z tajemnicą pana Benneta, z eksponowaniem wątku miłosnego, a już szczególnie z tym, jakich wyborów życiowych dokonuje Sara. Autorkę zwiodło na manowce zbyt współczesne myślenie.

    Jednakże jestem w stanie wybaczyć niektóre rzeczy, bo niezwykle podobał mi się pomysł i wprowadzenie czytelnika do domu Bennetów wejściem dla służby. Szczegóły dotyczace życia pokojówek i gospodyni, ich zajęć, obowiązków, tego, o czym myślą i co czują - wszystko to jest dla mnie niezwykle interesujące. I choć oczywiście lekka powieść rządzi się własnymi prawami (a "Dworek..." taką właśnie powieścią jest, co oznacza, że nie zagłębiamy się w psychikę postaci do samego spodu), to jednak szereg ciekawych elementów umilał mi lekturę i sprawiał, że książka stała się przyjemnym uzupełnieniem "Dumy i uprzedzenia", powieści, której autorka traktowała służbę jak powietrze. Powieści, którą uwielbiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. To wprowadzenie kuchennymi drzwiami na salony Bennetów mi też się spodobało i do tej książki przyciągnęło. To jej jedyna dobra strona właściwie ;). Zgadzam się, że nie jest to literatura najwyższych lotów, ale autorka, mierząc się z "Dumą i uprzedzeniem" winna mieć świadomość, że to bardzo ambitne zadanie, i że może zostać surowo oceniania. Jak na literaturę lekką, za bardzo mnie "Dworek..." irytował, ale to już "zasługa" stylu tej powieści. I może trochę też tłumaczenia jednak.

    OdpowiedzUsuń