wtorek, 21 października 2014

Pisarze na ścianki, czyli post poniekąd felietonizujacy.

  Skandalami literatura stoi. Niby nic w tym odkrywczego, bo pisarze szokowali od zawsze, ale jednak mam wrażenie, że dobra sztuka wywoływania skandali odeszła w zapomnienie. W przypadku pisarzy, rzecz jasna, bo pozostałe grupy artystów jakoś się jeszcze bronią. Lepiej lub gorzej, ale jednak. 

 Jakiż to obraz współczesnego pisarza wyłania nam się z dostępnych źródeł? Ano taki, że pisarzy nie ma. Jest tylko nazwisko na okładce. Nazwisko, do którego trudno przypasować twarz. No chyba, że ma się to szczęście bycia Mickiewiczem albo Kochanowskim, których to fizjonomie, poprzez edukację szkolną, wryły się nam w najgłębsze zakamarki świadomości. Ale jeśli się takiego szczęścia nie ma, to  trzeba pogodzić się z faktem, że w tłumie nikt pisarza od nie-pisarza nie odróżni. 

piątek, 17 października 2014

"Pan Kuleczka", czyli o tym, że świat jest piękny, nawet jeśli jesteś pieskiem, kaczką lub muchą. A może zwłasza wtedy :)

Kiedy następnym razem wyjdziesz na spacer, dobrze się rozejrzyj. Być może spotkasz małego, okrągłego jegomościa z fantazyjną muszką na koszuli i w ciekawym meloniku na głowie. Gdybyś miał problem z rozpoznaniem, popatrz jeszcze uważniej. Na pewno będą przy nim trzy zwierzątka: kaczka, piesek i mała muszka. Kaczka - to Katastrofa, pies nazywa się Pypeć, a muszka Bzyk-Bzyk.
Kaczka i pies mówią. Bzyk -Bzyk nie.
Jak już ich wszystkich spotkasz, to będziesz wiedział, że Twoim 
sąsiadem jest nie kto inny, tylko Pan Kuleczka.

 

Kim jest Pan Kuleczka?


Chociaż nie nosi różdżki, jest niewątpliwie najprawdziwszym czarodziejem. Kocha swoje zwierzątka - psotną Katastrofę, mądrego, rozważnego Pypcia i niepozorną Bzyk - Bzyk. I dba o nich na swój czarodziejski sposób. Jest uważnym obserwatorem i wie, jak trudny może wydawać się świat małym zwierzątkom. Sprawia więc, że ten świat staje się milszy, bardziej zrozumiały - ot, po prostu bardziej przyjacielski. Odczarowuje rzeczywistość - nie różdżką, ale słowem. Olbrzym z koszmaru nie jest już przerażający - szuka przyjaciela. Porządkowanie pokoju staje się całkiem fajnym zajęciem, gdy skutkuje znalezieniem zagubionej zabawki. Awaria prądu, mimo że nie pozwala na czytanie ulubionych książek, stwarza tak nieograniczone możliwości zabawy, że gdy światło wraca, należy natychmiast je wyłączyć. 

wtorek, 14 października 2014

"Hrabia Monte Christo" - czyli o tym, że zemsta jednak najlepiej smakuje na zimno.

Gdy zaczynamy rozmawiać o zemście w popkulturze,  gdy Park Chan- Wook kręci "Oldboya", często nawet nie wiemy, komu zawdzięczamy to,  że zemsta jest tematem wciąż na nowo odświeżanym.

Książka, o której chciałabym parę słów napisać, jest ledwie dziesięć lat starsza od "Zemsty". A jej popularność zadziwia, bo trwa nieprzerwanie od momentu wydania, to jest od roku 1844. 

Mowa o największym i najbardziej poczytnym aż po dziś dzień osiągnięciu Alexandra Dumasa  - książce "Hrabia Monte Christo", monumentalnej opowieści o zemście.
A przynajmniej tak zwykło się ją opisywać. Tymczasem, o ile rzeczywiście osią fabuły jest zemsta, to jest to historia o tym, na ile my, jako ludzie, mamy wpływ na  nasze życie. To, kim jesteśmy, i kim się stajemy to wypadkowa wielu czynników - z których najważniejszy jest (jak pokazuje historia hrabiego Monte Christo) czynnik ludzki. Czyli, mówiąc wprost, ci z którymi zderzamy się przez całe nasze życie.